|
Bez cenzury
Bez namysłu
Bez sensu
niedziela, 21 marca 2010
Hau do you do?
I nastał szósty dzień tygodnia - sobota. I zesłał Pan kliker, a kliker był dobry. Otóż dołączyłam do grona volontariuszy, szkolących metodą klikerovą psy, przebyvające v schronisku. Dopiero startuję, vięc psy umieją vięcej niż ja na temat klikera. No ale piervsze koty za płoty, że tak poviem. Na piervszym spotkaniu zapoznaliśmy się i zostałam przyjęta do stada. Nauka psiego savoir viver'u trva kilka tygodni, po czym uczeń pies zdaje egzamin. Zviększa to vielokrotnie jego szansę na adopcję. One tego nie viedzą, ale pevnie, gdyby viedziały, szybko nauczyłyby się także robić masaż, kluski kładzione i vbijać gvoździe, jeśli tylko miałoby im to zapevnić kochający dom. A to część absolventóv. Pod rozvagę, jeśli jesteś odpoviedzialnym człoviekiem i chcesz poczuć, jak to jest być kochanym bezinteresovnie.
P.S. Metoda pozytyvna doskonale spravdza się v zviązkach, trzeba tylko umiejętnie dobrać nagrodę. V przypadku vspółdomovnika, żółty ser i paróvki pravdopodobnie nie zdziałają cudu ;)
czwartek, 18 marca 2010
Zabiegi dla puszystych pań
Otóż przeglądam ofertę salonu kosmetycznego dla pań. Dzivy i cuda! Technologia NASA, UEFA i FBI v służbie urody. Napravdę aż tylu dzivnym zabiegom można poddać svoją fizyczną povłokę v imię upiększania się i aż tyle to kosztuje? Moja vyobraźnia dostała potężnego kopa, gdy doszłam do zabiegóv usuvania ovłosienia. Po piervsze - cennik
A teraz vyobraźcie sobie kobietę, która potrzebuje VSZYSTKICH tych zabiegóv....I vcale nie chodzi o to, ile by to kosztovało, tylko jak ona musiałaby vyglądać przed zabiegami :/ P.S. Niekoniecznie musicie utożsamiać ją ze mną :) I tak vysokość mojego vynagrodzenia, pozvoliłaby mi na usunięcie ovłosienia co najvyżej z jednego ucha. I to raz na kvartał :/
środa, 17 marca 2010
Ja robię to tak....
Ale mam dziś nerva. Taka była kiedyś piosenka: "Od rana mam dobry humor...." - no to ja tak mam, tylko v negatyvie. V obecnych, ciekavych czasach viele rzeczy dzieje się na tzv. oczach. Ludzie popełniają samobójstva, popełniają śluby, popełniają narodziny potomka, a to vszystko publicznie, na youtube. Stvierdziłam, że vykorzystam dzisiejszą sytuację i róvnież, dla dobra ludzkości, dokonam oficjalnego aktu ekshibicjonistycznego. Publicznie obnażę svoje JA v procesie zmagania z vnervem. Uvaga, zaczynamy (gasną śviatła, klaps! Auaaa!)
No, to już.
poniedziałek, 15 marca 2010
Czasem trzeba się pośvięcić....
Novoczesny mężczyzna jest ambitny. On vie, że nie vystarczy pomagać partnerce v codzienności. To może vystarcza partnerce, ale nie jemu! Novoczesny mężczyzna musi się vykazać. I męskość svą udovadniać. Kombinovałam, dumałam, aż v końcu postanoviłam mu to umożlivić. Vczoraj... Stanęłam v przedpokoju z miną "mamooo, on mnie bijeee". Od razu podejrzewał, że coś jest nie tak. - Coś jest nie tak? - upevnił się. - Andrzeeeej - zabrzmiało pravie jak "mamoooo". - Noo? - Andrzeeeej, samochód.... Sprytne, hę? Nie dość, że miał szansę się vykazać, to jeszcze v ulubionej przez facetóv dziedzinie - motoryzacji. Stałam bezradnie jak sierotka Maria i observovałam następującą na moich oczach metamorfozę. Początkove lekkie zniecierplivienie pt. "łojezu, znovu coś!" ustąpiło miejsca satysfakcji, ukrytej pod maską "oj jaki jestem bardzo zły". Ale lekki uśmieszek i ten błysk v oku go zdradzały. Cieszył się - vidziałam to i serce me przepełniała radość. Zeszliśmy razem na parking. On kroczył dumnie i pevnie, ja dreptałam obok, półvisząc na jego ramieniu. - What the fuck! - vykrzyknął, gdy zobaczył moje dzieło. No cóż. Móviłam już, że to miało być vyzvanie, right? Otóż moje auto parkovało bardzo stabilnie. Z tym, że jedno przednie koło, zaparkovane było na schodach. Stopień niżej. Vielu z Vas pomyśli teraz, że jestem straszna blondie. No bo, żeby parkovać na schodach? I vłaśnie na tym polega pośvięcenie, proszę Państva. Dla mojego ukochanego zrobię z siebie idiotkę, byle on czuł się jeszcze bardziej męski! Vkrótce zrobiło się małe zbiegovisko. Vspółparkingovcy, jak się okazało, też mieli v tym miejscu podobne przygody. Staliśmy, przytupując, bo zimno, i vymienialiśmy krytyczne uvagi pod różnymi adresami. Bo v sumie nie viadomo, kto povinien zadbać o zabezpieczenie tego miejsca. Ktoś pomyślał, żeby umieścić napis "zakaz umieszczania ogłoszeń", a "zakaz parkovania" albo "uvaga, stopień" to już nie. No bo zakaz - może dlatego? Vięc byliśmy bardzo oburzeni i przytupujący, a v tym czasie Andrzej vykazyvał się za vszystkie czasy, vspomagany okrzykami "levarem go, levarem!". Oczyviście, że poradził sobie błyskotlivie z oporną auto-materią. Grupka vymieniła okrzyki i uściski i rozeszła się do domóv, żeby przy kotlecie, zdać rodzinie relację ze zdarzenia. Oczyviście, że ćvierkałam i ociekałam dumą. A mój mężczyzna poviedział tylko: - Spoko, maleńka - i zadovolony, spełniony, ze zmrużonymi oczami i uśmieszkiem a la Robert de Niro, oddalił się do svych sprav. Ale dobrze to vymyśliłam, nie? :)
czwartek, 11 marca 2010
Vypijemy, Herr Batke?
Herbata - filiżanka rozkoszy. Czy na pevno? *** W pracy. Przekraczam progi sąsiedniego pokoju i... O kurczę... - Ej.... coś mi tu śmierdzi. - Czym? - Ja viem? Skarpetami? - Aaaa, to puerh - moja herbata - odpoviada koleżanka. - Herbata czervona o smaku róży i zapachu skarpety. Polecam. Odchudza. *** W sklepie z herbatami. - Mogłaby pani mi polecić jakąś egzotyczną herbatę? - Mmm.... może Lapacho? Herbata indiańska. - Brzmi dobrze. A jaki ma smak? - Hm.... Błotnisty. - Zachęcające. - Zapakovać? - Nie. *** Pevna znana klubokaviarnia.... Barman - chvilovo kelner - przynosi mi czajniczek herbaty, naleva ciut do filiżanki i odchodzi. - Ale to nie jest herbata zielona. Zamaviałam zieloną- móvię z goryczą v głosie i v filiżance. Vraca. Pochyla się nad czajniczkiem, uchyla vieczko i zaciąga się głęboko. - Faktycznie. To nie jest zielona - za mało śmierdzi.
"Tea should be taken in solitude." C.S. Lewis [Herbatę povinno się pić v samotności] Niektóre gatunki na pevno....
poniedziałek, 08 marca 2010
Zabava czyli taka jakby gra
Zabava polega na tym, że każdy podaje jeden vyraz, zupełnie nie zviązany logicznie z pozostałymi (łał, ale super zabava, co?). Kolejność podavania vyrazóv: czasovnik-czasovnik-rzeczovnik-czasovnik-rzeczovnik-przymiotnik-przymiotnik-przysłóvek-rzeczovnik-przysłóvek-przymiotnik-czasownik Po skompletowaniu 12 vyrazóv poviem co dalej. Zabavcie się, bo szybko chcę przejść do drugiego etapu :) Ja piervsza zaczynam, uvaga: SPRZEDAWAĆ
środa, 03 marca 2010
poniedziałek, 01 marca 2010
Bright side of death
- Boże, czemuś znovu mnie opuścił?! – Jezus już drugą godzinę zakłócał ciszę nocną spazmatycznym szlochem. Z oddali, jedenaście par apostolskich oczu, vpatryvało się v Mistrza z obavą. Brakovało tylko Judasza, ale i on vkrótce przybiegł, vołając już z daleka, mimo zadyszki: - Vykonało się! Barabasz dokonał żyvota! Ciało v grobie złożono i zastaviono kamieniem! Na tę vieść apostołovie vymienili porozumievavcze spojrzenia. - Jezusovi ani słova. To go zupełnie załamie.– zarządził Piotr, zvany, nie bez povodu, „Opoką”. V tym czasie Jezus, zmęczony płaczem, a poza tym trochę nievyspany, oparł się o pień drzeva olivnego i przymknął oczy. Kolejny proces, zakończony dla niego vyrokiem unievinniającym, vyczerpał go i fizycznie, i emocjonalnie. Apostołovie szeptali na stronie... Z płytkiego snu obudził go szelest krokóv. To Piotr przedzierał się przez krzaki. Jezus z nadzieją spojrzał na jego chytrze uśmiechniętą tvarz. - Panie, mamy plan avaryjny – obvieścił Piotr z dumą. (Teraz jasne, skąd jego pseudonim? - Zavsze znajdovał vyjście z najbardziej karkołomnej opresji.) Jezus zamrugał błękitnymi oczami. Ostatnie łzy stoczyły się z długich rzęs na zapadnięte policzki. - Zaiste, bez ciebie bym zginął – vestchnął, a jego vzrok pojaśniał. Mimo to, ani myślał vyłazić z kolczastych zarośli. Piotr podszedł bliżej. Rozejrzał się podejrzlivie, czy nikt nie szpieguje i zauvażyvszy tylko dvie śpiące kozy, nachylił się v stronę nauczyciela i długo szeptał mu do ucha, gestykulując żyvo. Apostołovie, z miny Jezusa i gestóv Piotra, vyvnioskovali, że piłka vciąż v grze, że valka się jeszcze nie skończyła. - Judaaasz! Chodź tu – vrzasnął Piotr, gdy już skończyli rozmovę. Judasz zervał się i łopocząc sukmaną, pobiegł v kierunku vołającego oraz Jezusa, uparcie siedzącego v krzakach. - Judaszu, znovu będziesz nam potrzebny. – zarządził Piotr - To samo? – zapytał Piotr skinął głovą. Judasz jęknął. Nie znosił donosić, ale jakże mógł odmóvić Panu svemu v potrzebie? – Zatem słuchaj – zaczął Piotr. - Pod osłoną nocy, pójdziesz do pałacu Piłata. Veź puste bukłaki. V odpoviednim czasie, Jezus zaopatrzy cię v taką ilość vina, że połovę Jerozolimy mógłbyś pozbavić przytomności, nie tylko kilku młokosóv z obstavy. Spoisz ich i v ten sposób dostaniesz się do samego Poncjusza. Z pevnością rozkaże vyrzucić cię i vychłostać, lecz spokojnie, nie będzie miał kto vykonać rozkazu - vino będzie napravdę mocne. Vtedy postaraj się jak najszybciej vyłożyć, z czym przychodzisz. Vystarczy, że poviesz „Jezus vie o Tobie i Marii Magdalenie. Jeśli go nie povstrzymasz, jutro będzie viedziała o tym cała Jerozolima”. Gdy to usłyszy, na pevno przestanie dusić cię i kopać. Zasugeruj, że znasz miejsce, gdzie Jezus się zatrzymał na noc. Pertraktuj z nim, ale vięcej niż trzydzieści srebrnikóv i tak ci nie da, vięc szkoda czasu. To vszystko. Zrozumiałeś? Judasz przytaknął - ostatnim razem vszystko poszło gładko. Skłonivszy się Mistrzovi, potruchtał vięc v stronę miasta, a pozostali udali się na spoczynek. Plan rzeczyviście był chytry, a intryga nad vyraz delikatna. Jeśli nie będzie niespodzianek – najpóźniej jutro Jezus zaviśnie na krzyżu i proroctvo się vypełni. Minęły najvyżej dvie godziny, gdy ziemia zadrżała pod rzymską strażą konną v postaci czterech osiłkóv v srebrnych zbrojach. - Który to Jezus? – zapytali dla formalności. Judasz, którego przyvieźli ze sobą na koniu, zeskoczył z niego zgrabnie i podszedł do Jezusa, niecierplivie nadstaviającego policzek. - Dobra robota, Judaszu – szepnął mu do ucha Jezus, gdy ten po raz kolejny obdarzał go zdradzieckim pocałunkiem. – Nie miałeś problemóv? - Nie, Mistrzu. Vszystko zgodnie z planem – odpoviedział Judasz. – Vino vciąż robisz najlepsze v okolicy. Strażnik pojmał Jezusa. To jest, schylił się i jednym ruchem ręki posadził go za sobą na koniu. Jezus radośnie pomachał apostołom na pożegnanie i konie galopem ruszyły v noc, ku przeznaczeniu. Do samego rana już nic nie zakłóciło snu apostołom. Nazajutrz, z niecierplivością oczekivali na vieści o procesie, lub navet – biorąc pod uvagę drażlivość tematu – o natychmiastovym vyroku. Judasz udał się do miasta na spytki i po trochę ryb, których od ostatniego cudu już zaczynało brakovać. Vrócił około południa. Rozdrażniony. - Móv, co viesz, zdrajco.– zachęcił Łukasz. - Tym razem już chyba nie ma nadziei – vestchnął Judasz i splunął. – Móvią, że Piłat szalał. V całym pałacu słychać było vrzaski: „Viem, co kombinujesz! I tak vszystkim rozgadasz, jak tylko zmartvychvstaniesz” i temu podobne... .– Judasz zamilkł i ukrył tvarz v dłoniach. - I coooo? – zavył Jan - Nie zgodził się. Ani na ukrzyżovanie, ani navet na proces. – odvrócił od zgromadzonych vzrok, aby nie dostrzegli bezradności v jego oczach. – Nie viem co robić. Pójdę się poviesić, albo co… Vtedy przemóvił Piotr. - Panovie – rzekł – vszystko v naszych rękach. Mistrz liczy na nas. Nie dajmy się rozpaczy, bo vciąż jeszcze nie jest za późno. Oto, co myślę. Niezavodny Piotr przyvołał resztę, aby objavić im svój pomysł. Uvażnie słuchali, kivając głovami, a gdy już vszystko było jasne jak betlejemska gviazda, udali się v stronę miasta, podzieleni na małe grupki, aby nie vzbudzać podejrzeń. U cieśli, mieszkającego na uboczu, za vyłudzone przez Judasza pieniądze, został zakupiony klasyczny, najtańszy model krzyża. Następnie, krzyż został ukryty v zaroślach przy drodze, na peryferiach miasta. Jan udał się z povrotem do Jerozolimy, aby na targovisku rozpuścić vieść o rychłym ukrzyżovaniu Jezusa na polecenie okrutnego Piłata. Bez procesu! I to v piątek! Zgroza! Udało się – v momencie, gdy opuszczał miasto - tłum już szemrał. V tym czasie Piotr, przeszukivał krzaki. Vyproszony stanovczo z pałacu Piłata Jezus, pevnie gdzieś tutaj kontemplovał svoją rozpacz. - Viedziałem, że Cię tu znajdę, Panie! – ucieszył się na vidok skulonej postaci. - Zostav mnie Piotrze. Zostav mnie, niech będę potępiony na vieki viekóv. – Jezus nie żartovał. - Panie, pójdź za mną, a zobaczysz, że vszystko będzie dobrze. – móviąc łagodnie, Piotr ujął go pod ramię i ostrożnie podniósł z ziemi. Jezus nie zaprotestovał. Zrezygnovany, z opuchniętymi poviekami, dał się poprovadzić svemu przyjacielovi tam, gdzie czekano już na nich z niecierplivością. Gdy dotarli na miejsce, tvarz Jezusa pokraśniała. - Na najvyższego Jahve! Toż to krzyż! – vykrzyknął i zaklaskał v dłonie z radości. - Panie, dziś proroctvo się vypełni – Piotr ukłonił się z pokorą przed Mesjaszem. – V mieście już głośno o tym. Śpieszmy się, bo niedługo pevnie gaviedź przybiegnie tu za Judaszem. - Jesteście po prostu…. kochani! – uradovany i podekscytovany Nauczyciel vyściskał Piotra i ułożył się na krzyżu, instruovany przez Łukasza. Navet nie pisnął, gdy ten vbijał mu gvoździe v nadgarstki i stopy. Podniesiono krzyż i ciało rozradovanego Jezusa zavisło na nim z dumą. - Panie, czy dobić cię teraz, czy chcesz dokonać żyvota v svoim czasie? – spytał Piotr. - Teraz, teraz. Nie ma na co czekać – pogonił ich Jezus. - Jeszcze znovu coś vypadnie. Nie kuśmy złego. Piotr ujął vtedy zaostrzony kij i pytająco spojrzał na Mistrza. - Tak! – ekstatycznie vykrzyknął ten – Tak! Piotr zbliżył się do krzyża. Zapadła cisza. - No to do zobaczenia za parę dni, chłopaki – Jezus mrugnął do nich szelmovsko. I skonał. V końcu...
niedziela, 28 lutego 2010
"Ą-Ę" czyli na salonach
Miejsce, v którym zalogovaliśmy się na sobotni vieczór, przy dobrych chęciach i złym stanie vzroku, można by uznać navet za przytulne. Przyćmione śviatło i miękkie fotele, pochłaniające klientóv jak ciepły budyń, kusiły vizją błogiego chilloutu. Cała reszta robiła vrażenie stylu mocno vintage, żeby nie poviedzieć - obskurne. Ach, no i oczyviście vyzierający z każdego kąta, rys orientalny - vitrażove abażury, zdjęcia mecztóv, garbatych zvierząt brnących przez piach, no i oczyviście - gviazda dzisiejszej notki - egzotyczny barman. Co pravda vyzierający nie z kąta, tylko zza baru. - Dvie lampki vina proszę. Czervonego. - vytravnie zamóvił mój Dearest. Barman ochoczo chvycił za butelkę i chlusnął do kieliszka czervonym trunkiem. Nagle, znikąd, a dokładniej z zaplecza, vyłoniła się druga postać silnie orientalna. Nie vyglądając na szefa (mały i pokraczny), ale pravdopodobnie nim będąc, zbeształ barmana (nota bene róvnież małego i pokracznego) v języku ojczystym, czyli orientalnym. Barman z pokorą przyjął cięgi, ukłonił się i vrócił do Dearesta, oczekującego z ciekavością na zamóvienie, lub na ciąg dalszy przedstavienia. Pełny, lub pusty do połovy, vszystko jedno - kieliszek został odstaviony precz. V to miejsce pojaviły się dva nove - v pełni puste. Barman chvycił v dłonie po butelce czervonego vina i zaprezentovał z ukłonem Dearestovi. - Które vino pan sobie życzy? - zapytał vprost, vprost niebyvale profesjonalnie. - A jakie to vina? - profesjonalnie dopytał Dearest. - Otóż dziś, z czervonych vytravnych mamy Fresco oraz Sophię. - ukłon. Dearest pravie parsknął (zna się tanie vina nie od dziś...), ale zdusił chichot v zarodku, vydając z siebie jedynie ciche "khhh...". - A jakie pan poleca? - spytał pravie povażnie. - Lampka Fresco - 8 zł, lampka Sophii - 6 zł. - vyrecytovał barman. - Zdecydovanie polecam Fresco. - Zatem Fresco, proszę.
Zastanaviam się, czy komentarz jest potrzebny? Generalnie pełen szacun dla obsługi za zrobienie z nas koneseróv. Lub głupkóv.
P.S. 2009 to napravdę dobry rocznik :D
sobota, 27 lutego 2010
Gift za gift
- Kiedy vracasz? - z słuchavki dobiega konkretne pytanie - A jutro..... - mruczę z nadzieją, że to dobra viadomość, chociaż, viecie sami, jak to jest z povrotami z delegacji :) - Mmmm, a masz dla mnie jakiś prezencik? - odmrucza (a vięc chyba dobra) - A mam...... - vłączam basove vibrato a la Amanda Lear - A cooo? - gody całą gębą, atmosfera gęstnieje - A obieraczkę do varzyv...... Nierdzevna.....Mmmm? - ..... - Halo. No halo, przeryva coś, jesteś tam?- viem, że jest, pevnie dlatego uśmiecham się pod vąsem. - .... - Słuchaj, ona jest napravdę vypierdova - SAMA SIĘ OSTRZY, słyszyyysz? SAMAAAA! Mission completed. To była zemsta za to, że on kupił mi v prezencie vagę łazienkovą. No poviedzcie (drogie Panie), że zasłużył..... A obieraczka jest na serio vypierdova. Można nią obrać navet selera i ananasa (jednocześnie ;) ).
poniedziałek, 22 lutego 2010
Z pianą na ustach....
Cappuccino.... Małe radości. A jak z likierem i dużą ilością mlecznej piany - to już rozkosz nie na żarty. Zacznijmy jednak od teorii. (Nuda....)
Cappuccino - włoski napój kawowy z dodatkiem spienionego mleka i szczyptą sypkiej czekolady dla ozdoby. Klasyczne włoskie cappuccino składa się z 25cm3 espresso, do którego wlewa się odpowiednio spienione mleko. Mleko spienia się przy pomocy gorącej pary uwalnianej przez specjalną dyszę zanurzoną w dzbanku z mlekiem. Zgodnie z włoskim normami pianka na cappuccino ma 1-2 cm grubości i charakteryzuje się kremową, ciekłą konsystencją, jest też całkowicie pozbawiona widocznych pęcherzy powietrza. (Tekst pogrubiony ma zasadnicze znaczenie dla całego tego vpisu)
Akcja! Jedna z klasycznych bydgoskich kaviarni, ozdobiona (kto napisał OZDOBIONA???) reklamami kavy Lavazza (Italy's favourite coffee). Darujmy jej siermiężny vystrój i chvilovy brak vyrazu. Vyraz nadejdzie v svoim czasie, a przecież dla kavy tu zavitaliśmy, a nie dla boazerii i plastikovych lampek. Jest okno, proszę bardzo, za oknem vidok, można podziviać, jak ktoś chce podziviać. Zauvażyvszy nas przycupniętych u okna, kelner, zavadiacko zamiatając nogami, zbliżył się do stolika z menu pod pachą. Złożył dva egzemplarze pod naszymi nosami i oddalił się róvnie zamaszyście, jak się był pojavił. Jak na znaną kaviarnię, vybór kav był dość ograniczony. Ale znovu - v miejsce marudzenia, pojaviły się komentarze (nasze) v stylu "kava to kava, nie ma co vydziviać" i bez vydzivienia zostało złożone podvójne zamóvienie v postaci bohatera dzisiejszego vpisu - vłoskiego... delikatnego... puszystego.... najzvyczajniejszego - cappuccino. Przez dłuższą chvilę zvyczajnie siedzieliśmy, splatając się i rozplatając, dla zabicia czasu. Pozornie nic ciekavego się nie działo. Ależ skąd! Działo się, oj.... ale dopiero na zapleczu, na które miałam vidok vprost vyborny. Oto na moich oczach dokonyvało się dzieło stvorzenia vłoskich kav. Italy's favourite, jakby nie było. Teraz jest odpoviedni moment, aby przypomnieć sobie pogrubiony tekst definicji. Mleko spienia się przy pomocy gorącej pary uwalnianej przez specjalną dyszę zanurzoną w dzbanku z mlekiem. Otóż... Mleko na mojej kavie spieniało się przy pomocy gorącego pana kucharza i drevnianej mątevki v jego dłoniach, zanurzonej v szklance z mlekiem i vpravianej v szaleńczy ruch obrotovy.
Mątevka - cała ona
Patrzyłam jak zaczarovana. Toż to pravdzivy hand-made z początkóv vieku (poprzedniego)! Gratka v obecnych, zmechanizovanych czasach... Tym razem nie oparliśmy się komentarzom, chichotom i bulgotom, i z niecierplivością (coraz viększą) oczekivaliśmy na nasze zamóvienie. Gdy kucharz skończył produkovać pianę, kelner krokiem łyżviarskim przytańczył do naszego stolika i postavił przede mną filiżankę klapuczino. Vypiłam je z litości. V końcu nie była to vina pianki, że do ideału brakovało jej ... 1-2 cm grubości, kremowej, ciekłej konsystencji i nieobecności widocznych pęcherzy powietrza. Nie ma spravy, v końcu kaviarnia reklamovała kavę, a nie mleko, right? Kavę la Vacek - ulubioną kavę Polakóv.
niedziela, 21 lutego 2010
O Jezusie - z pasją (pun intended)
Mój umysł osiągnął kolejny stopień zrobaczenia. Przysłużył się do tego pevien hiszpański kpiarz, którego neuronami mogłabym posypyvać co rano jogurt, a szarą masą smarovać kanapki do pracy. Mam nadzieję, że co słabsze jednostki po tym vstępie przestały czytać dla ochrony svego dobrego samopoczucia. Do rzeczy. Chodzi o książkę. Kolejny literacki stvór Eduardo Mendozy, który mnie zachvycił (może lepiej v kontekście czasu, akcji i bohateróv poviedzieć: rzucił mnie na kolana).
"Niezwykle atrakcyjna mieszanka Chandlera, Nowego Testamentu i powiastki filozoficznej, a główną zaletą tej mieszanki jest to, że jest wybuchowa." (za Playboyem) Miłą niespodzianką jest to, że "...Pikantna zabawa literacka z filozoficznym przesłaniem, od której trudno się oderwać aż do ostatniej stronicy(...) nie wywołała na Półwyspie (chodzi o katolicką Hiszpanię) religijnych waśni. Co więcej, tygodniami nie schodziła z topu książkowych rankingów, potwierdzając, że nic tak nie podbija pisarskiej sławy, jak umiejętnie zaaranżowana prowokacja." (Polska The Times) Pozostałe recenzje można sobie z łatvością znaleźć i przeczytać. A, że są trafne, to nie vidzę potrzeby silenia się na vymyślenie lepszych. Lenivym radzę nie czytać recenzji, tylko od razu książkę. Eduardo, niech Cię bogovie dalej provadzą v odmęty szaleństva. Amen. P.S. Dla pasjonatóv (!) jeszcze bajeczka na dobranoc.
piątek, 19 lutego 2010
Przeciętność, a zaburzenia tożsamości
Jestem cudovnie standardova. 38 rozmiar mojej osoby ma zaletę v postaci najviększego vyboru odzieży i obuvia, gdyż jest idealnie przeciętny i povszechny. Ale kupić spodnie? - makabra. - v jednym sklepie rozmiar 38 pasovał v biodrach, ale miał za krótkie nogavki, - v drugim - 36 był pravie idealny, ale z kolei za krótkie byly moje nogi, - v trzecim - nie mogłam dopiąć się v 40 i strasznie popsuło mi to humor, dlatego 42 navet nie przymierzyłam, chociaż krój był ok; - v czvartym - znovu zaatakovałam 38, znovu v pupie grało, ale v pasie miałam takie luzy, że rozleniviłoby to mięśnie brzuszne, a dla lepszej postury i zdrovszego kręgosłupa, brzuch vinien być lekko vciągnięty; - piąty sklep - zniechęcenie, impas, kryzys - żaden rozmiar nie pasuje; - szósty sklep - pasuje vszystkie 5 par - nie viem, które vybrać. Przerva: kaviarnia-viadro latte-gazetka-observacja zakupopatóv zza szyby. Na myśl o povrocie do przymierzalni mam atak duszności. Vychodzę i z vzrokiem odvróconym od vystav, mijam sklepy odzieżove. Perspektyva zmarnovanego popołudnia popycha mnie v stronę sklepu obuvniczego. I tak nie kupię czervonych szpilek, ale chociaż se przymierzę. Pytam, czy jest rozmiar 38. - Nie ma, ale vypadają viększe, może pani przymierzy 37? Usłyszałam zgrzytanie vłasnych zębóv i poczułam, jak vłasne nogi vyprovadzają mnie na śvieże povietrze, gdzie po krótkiej chvili odzyskałam śviadomość i rozmiar. P.S. Pilnie potrzebuję spodni!
środa, 17 lutego 2010
Oj Dana, Dana, oj!
Danusia była pulchnym, vesołym dzieckiem, które vyrosło na vesołą, pulchną, nastoletnią Dankę. Żyła v przyjaźni z ludźmi i śviatem, do siebie jednakże, od czasu do czasu czując mały vstręt. - Tylko szczupła mogę być szczęśliva.... - myślała, zagryzając ptasie mleczko i oblizując paluchy z mlecznej czekolady, a otłuszczone serce biło vtedy mocno i ze svadą. Z końcem listopada Danuta zrobiła się już tak pękata, że ponczo, które nosiła całe lato, stało się przykrótkie niczym pelerynka, a pończochy ledvie co zakryvały kolana. "Jaki ten śviat mały" - pomyślała i myśl tę przypieczętovała ostatnim kęsem boczku. - To ostatni kęs boczku - przyrzekła sobie v duchu. - Od jutra się odchudzam. A był 3 grudnia, vtorek. Jak postanoviła, tak się stało, bo zavzięła się strasznie, biorąc sobie za patronkę Śviętą Brygidę, opiekunkę cukrzykóv. Nocami śniła o białej kiełbasie, o stekach i soczystej słonince. Budziła się spocona, ześliinona i spłakana. I tak co noc. Tylko povievające żagle monstrualnej bielizny, suszącej się po tych mokrych snach, były śviadkiej jej bohaterstva i cichej ascezy. Po trzech miesiącach o niesłodzonym kiślu, otrębach i soku z kiszonej kapusty, vaga łazienkova stęknęła pod Danutą, ostatecznie pokazując magiczne 100 kg. Tym samym, Danuta z podniesioną głovą vkroczyła do śviata, do którego vzdychała od lat. Odzież vciąż jeszcze kupovała v sklepie "Oponka" dla pań z nadvagą, ale czuła się v svoim ciele coraz lżej i lepiej. Śvięta Brygida stała się najpierv najlepszą, a z biegiem dni - jedyną jej przyjaciółką i doradczynią. Kolejne trzy miesiące i kolejne 30 kilo przeminęły jak z procy strzelił. Nova, z lekka stopniała Danuta, zamieściła svoje odchudzone zdjęcia v internecie. Posypały się komplementy i propozycje. Posypały się róvnież vłosy Danuty, zęby i paznokcie. Ale ona, napędzana adrenaliną, kortyzolem i dopaminą chudła nadal. Z drzvi lodóvki, do której praktycznie przestała zaglądać, straszyło zdjęcie Danuty sprzed roku. Danuta obecna, oddała się z pasją hodovli tybetańskich bakterii o odchudzających vłaścivościach, którymi vzbogacała domovej produkcji kefir. V internecie znana jako "Bakoma", zdobyvała coraz liczniejszą rzeszę - najpierv sympatykóv, potem vyznavcóv, gdy jej spektakularne sukcesy zatrzęsły śviatem, vagą i fałdami internetovych grubasóv. Za oszczędzone na jedzeniu pieniądze, Danuta zakupiła vygodne auto produkcji japońskiej i udała się na wakacje z głodówką, gdzie dva razy zemdlała, raz miała halucynacje, ale dzielnie dotrvała do końca turnusu. Co vięcej, ukończyła go z vyróżnieniem i tytułem "Miss me". 60 kg po raz piervszy, drugi i trzeci! Danuta szampanem bez procentóv (alkohol to puste kalorie, oraz ze vzględu na śviętą Brygidę) vraz z nastaniem lata, obchodziła śmierć kolejnej kilogramovej dekady. V nagrodę zakupiła v aptece żel zabijający tłuszcz, rozstępy, cellulit i vszystko inne, co Danuta vciąż v sobie nienavidziła, a czego pozbyła się już 10 kg temu. Vczoraj v nocy, gdy bezszelestnie spadła poniżej 50 kilo, przyśniło się jej, że jadła kotleta. Smak schabu v panierce, vysmażonego na złoto czuła jeszcze na języku, gdy z krzykiem się vybudziła, dysząc i drżąc, a raczej - klekocząc z przerażenia. Pobiegła do łazienki, na vszelki vypadek vypłukać usta, a i tak cały dzień dręczyły ją vyrzuty sumienia i niepevność, czy czasami kalorie pochłonięte v sennym koszmarze, nie odbiją się echem na jej biodrach. Dla uspokojenia skołatanych nervóv, zamóviła przez internet trochę novych fatałaszkóv v sklepie 5-10-15, a vieczorem zanurzyła się v pachnącej cytryną kąpieli. Cytrynovy aromat i kłęby piany pochodziły z płynu do mycia naczyń "Lucjan", zvanym v reklamach televizyjnych "pogromcą tłuszczu". Szczęśliva i beztłuszczova nagle zmarszczyła brvi. - Tyłek mnie boli od tego siedzenia v vannie na kościach - pomyślała z nagłą złością. Przez moment zatęskniła za vesołą Danką, uvielbianą przez przyjaciół za rubaszne poczucie humoru i talent kulinarny. Na tę chvilę czekał tylko vędzony boczek, masło czekoladove i andruty. Danuta vstała - poziom vody v vannie navet nie drgnął. Ovinąvszy się sześciokrotnie ręcznikiem kąpielovym, dotarła do pokrytej pajęczyną lodóvki i z zamrażarki vyciągnęła skostniałe pęto krakovskiej. Uściskały się jak davno nie vidziane przyjaciółki. Danuta całą noc ciepłem vłasnego ciała ogrzevała różove pętko. Rankiem śv. Brygida surovo i z niesmakiem spojrzała z obrazka na rozanieloną Danutę. - Kyszszz! - syknęła i spłonęła ze vstydu. Tego dnia, Danuta odkryła uroki bulimii. Po trzech miesiącach musiała sprzedać auto, gdyż oprócz dziurek v pasku, zaczynało brakovać pięniędzy na vystavne jednoosobove uczty. Róvno rok od ostatniego kęsa boczku, Danuta znóv vażyła 120 kg.- "Home sweet home" - uśmiechnęła się do siebie i ukroiła plaster boczku.
poniedziałek, 15 lutego 2010
Shit of time
Syndrom "kupy czasu" dopadł mnie v pevien dzień zimovy i zagnieździł się tam na plecach, viecie, między łopatkami, v tym miejscu, gdzie nijak nie można się podrapać. Tam pravdopodobnie kiedyś v przyszłości zostanie vszczepiony mi dovód osobisty, pravo jazdy, lista kontaktóv z gg oraz ulubione przepisy kulinarne - vszystko v postaci małego czipa. Klasyczna "kupa czasu" vygląda tak: nadchodzi tzv. dzień volny. Nic NIE MUSZĘ robić i mam czas na to vszystko, na co nie mam v tygodniu siły. Voila, oto jak destrukcyjna siła braku przymusu zmienia raj v piekło i vypoczynek v zgryzotę. Oto i ja v dzień volny od pracy i tovarzystva. Strój casual. Vszystko casual. Viję pieczołovicie gniazdo z koca, poduszek, gazet, książek, książek, krzyżóvki i ciasteczek. Zapoviada się napravdę niezła laba. Montuję się v kocu, kotach i poduchach. Patrzę z podnieceniem na materiały pogrupovane v stertki zaległej lektury, na którą nie mogę się doczekać od paru tygodni. Hm... Teraz tak.... Czy zacząć rozryvkovo od lekkiej beletrystyki? Hmmm.... a może na początek trochę teorii, póki mam śvieży umysł pelikana, vniklivość spojrzenia vieviórki i chłonność viedzy szympansicy. Biorę do ręki podręcznik. Czytam dvie strony..... No dobra, to jednak najpierv książka do pośmiania. Śmieję się przez dvie strony i dzvoni telefon. Varczę. Vykluvam się z koca. Zanim odbiorę telefon - przestaje dzvonić. Przezornie vrzucam go do gniazda i vkokoniam sie z povrotem v koc. Chyba jednak pouczę sie rosyjskiego. Taki akcent przyjemno-pożyteczny. Otvieram knigę. Adin.... dva..... czetyrie..... Kurde, nie, bez herbaty nie ujadę, zasnę jak nic. Vykokoniam się. Idę do kuchni. Robię herbatę. Biorę herbatę. Pije herbatę. Back to the nest. Vłażę ja, za mną koty. Chvilę to trva, zanim się usadovimy. Znovu biorę książkę, podręcznik, książkę, książkę, krzyżóvkę, sudoku i gazetę. Jak czytam jedno, nie czytam drugiego i jest mi z tym źle. Odkładam, przekładam, przegrupovuję stertki. Vzdycham. Zaczynam obmyślać plan przechytrzenia samej siebie: povoli, ukradkiem, biorę jedną z książek i zaczynam ją czytać... povoli, povoli, trochę szybciej.... jest. Daję radę. Vciągam się v akcję i zapominam ilu super rzeczy nie robię v tym czasie. Nagle, ciszę przeryva przeciągły pomruk. Głodna. Odkopuję się spod sterty papieróv, kotóv i pledóv i zaczajam się v kuchni. Jest! Upolovany budyń. Targam go do gniazda. Koty też dziś jedzą budyń, v zviązku z czym budyń jest nie tylko ve mnie i v kotach, ale róvnież v gazecie i trochę v kocu. A....tam... Napełniona ciepłym klajstrem jak osesek, otvieram z błogim uśmiechem inną książkę, bo na poprzednio czytanej śpi kot. Mmmm..... jak dobrze się czyta.... jak dobsz..... jak....... Ciemno. Drzvi otvierają się i staje v nich radosny on. - I co, vreszcie nadrobiłaś vszystkie zaległości, coooo? - mruga do mnie okiem - Co porabiałaś? - Nic - odpoviadam zazievana, zgodnie z pravdą, niestety. - Nie krzyżóvka, książka, książka, gazetka, książka? - Nie - A czemu? - NIE ZDĄŻYŁAM! A vieczorem już nic nie czytałam, bo rozbolało mnie oko. Do vidzenia.
czwartek, 11 lutego 2010
Kartka z podróży czyli zbrukani ze śmiechu
Przykład marketingu na najvyższym poziomie czyli nazva firmy, której nie da się zapomnieć :) :) :) ZAKŁAD PRODUKCJI KOSTKI BRUKOWEJ "BRUKLIN"
Unforgetable. Przedsiębiorcy ze Zgierza order za polot.
wtorek, 09 lutego 2010
Bilans vczorajszego dnia
Karolek na vidok kotóv firmovych pożerających łapczyvie jego kanapkę: - Miałem kanapkę z myszą? *** ON: - a lecytynę vzięłaś? Ja; - oj, zapomniałam *** Pani v pracovni RTG, kasując należność za zdjęcie: - 20 minut poproszę Ja: - Ale, że co, odpracovać mam to zdjęcie? Ona: - A co ja poviedziałam? Ja: - "20 minut proszę" Ona: - Aaaa, no tak, vięc mopy stoją v schovku. :) *** Stoję pod Mamelionovymi drzviami, valę, dzvonię, tracę już pomysły jak zaznaczyć svoją obecność. V końcu dzvonię do niej na komórę, żeby zorientovać się gdzie się Mamelion szlaja. Po stu dzvonkach odbiera: Mama: - Halooooo? Ja: - Mamooo, no gdzie Ty jesteś????????? Mama: - Jak to gdzie? A ty? Ja: - No ja pod tvoimi drzviami!!!!!!!!!!! Mama: - NO TO CZEMU NIE VEJDZIESZ? *** U dentysty Dent: - Znieczulamy? Ja: - Hm... zastrzyk? No nie viem..... Dent: - Może być kij bejsbolovy *** update z dziś: Andrzej: A viesz, że mam v domu naklejki na cd do zadrukovania? Ja: Co ty? Super!!!! Andrzej: Chciałabyś takie? Ja: Nie :) *** Karol: Masz może taśmę klejącą? Ja: Taką vąską przezroczystą? Karol: Nooo Ja: Niestety nie mam
niedziela, 07 lutego 2010
O zviązkach (bez zviązku...)
To był typovy zviązek davca-biorca: - On poviedział: "daj mi tę noc" - Ona odpoviedziała: "veź się goń" *** To był typovy zviązek davca-biorca: - Ona dała nogę - On vziął dobrego advokata *** To był typovy zviązek davca-biorca: - Ona davała z siebie vszystko - On vziął i odszedł *** ctr+v ctr+c ;) - On poviedział : "biorę ciebie za żonę" - Ona dała mu kosza *** To był typovy zviązek davca-biorca: - Ona mu dała. *** To był typovy zviązek davca-biorca: - Ona dała sobie z nim spokój - On vziął sobie novą *** To był typovy zviązek davca-biorca: - Ona dała plamę - On vziął to na siebie *** To był typovy zviązek davca-biorca: - Ona dała mu czas do namysłu - On vziął to pod uvagę *** To był typovy zviązek davca-biorca: - Ona brała "nadgodziny" - On davał się vodzić za nos *** To był typovy zviązek davca-biorca: - Ona godzinami brała kąpiel - On jakoś davał sobie z tym radę *** To był typovy zviązek davca-biorca: - Ona po-dała obiad - On vziął sie do jedzenia
*** I na koniec ON dał czadu: To był typovy zviązek davca-biorca: - Ona davała każdemu - On się zavsze dał na-brać
P.S. Ale nie chodzi Ci o nas?!!!
sobota, 06 lutego 2010
Tik....tak.....
Chociaż mamy vysyp najprzeróżniejszych chorób sezonovych i nigdy nie viadomo, czy to jeszcze zimova ospałość czy już depresja.... to vbrev panującej modzie, dziś nie o chorobach. (Gorzej...) *** Gdy grono życzlivych i tłum nieżyczlivych pyta z przekąsem, "no kiedy vreszcie będzie dzidzia?", odpoviadam, że mój zegar biologiczny davno już zardzeviał i stanął, a zegarmistrz się rozpił i ręce mu się trzęsą, vięc póki co, chodzę, jak mi się podoba. Przemijanie przygnębia mnie już od czasu studióv (lekarz okulista: "oj proszę pani, z oczami to już będzie tylko gorzej....." Usłyszałam to vkrótce po dvudziestych urodzinach). Zatem dla vłasnego komfortu psychicznego, zatrzymałam się nieco v rozvoju, ryzykując uzasadnione pomóvienia o niedojrzałość, lecz jednocześnie pozbyvając się z mojego słovnika słova "nie przystoi". Są jednakże takie chvile, że cały śviat móvi mi ..... tik..... tak..... tik..... To urodziny. Chciałam zapomnieć. Akurat. Navet sprzedavcy v sklepach dają mi gratisy ze słovami: "niech będzie, że na urodziny". Aż tak vidać, że to pojutrze? Ale serio, jednego dnia złoviłam kubek termiczny, chiński młynek oraz odkłaczkę (oj no to jest taka rolka-przylepka, która vyłapuje kłaczki (tu: kocie) z ciuchóv). No pevno, że się cieszę, pevno, że uvielbiam prezenty, uvielbiam śviętovać, życzenia i torturki z kremem ale.... ale co? Vłaśnie. Ostatnio pochvaliłam się psiapsiółce, że zapisałam się na kurs rosyjskiego. Nie poviedziała "och, śvietnie, rozvijasz się!" albo cokolviek innego, chociaż trochę ocierającego się o kurtuazję. Poviedziała: "OPŁACA CI SIĘ JESZCZE UCZYĆ?". *** Przepraszam, musiałam vyjść na chvilkę uciszyć emocje v zaciszu lodóvki (povidła ślivkove made by Mamelion. A propos podjadania. V ostatnio czytanym hiperdziele rozryvki pt. "Przygoda fryzjera damskiego" rozgromił mnie cytat: "odgłosy vskazyvały na to, iż robi to, co kobiety robią, gdy myślą, że nikt nie vidzi, że jedzą" :) ). A vięc vróciłam już v odmiennym stanie śviadomości i niniejszym skupię się na zaletach przemijania, które, jak się bardzo mocno przyjrzę, to dostrzegam. Oto one: .... *** Koniec vpisu :)
środa, 03 lutego 2010
Vielki kontrakt międzynarodowy Cz. II V której obrady kończą się v chvili ich rozpoczęcia
Nie byłoby przesadą stvierdzenie, że zaviadomienie o naradzie zepsuło humory vszystkim. I kierovnictvu, które tę informację dostało bezpośrednio od menedżmentu za pośrednictvem sekretarki, i menedżmentovi, który sam tę naradę zvołał, róvnież za jej pośrednictvem . Nic dzivnego, że ogólne niezadovolenie skupiło sie na niej, jako na posłańcu niosącym złą novinę. Odbierała to podśviadomie, aż z napięcia rozbolały ją zatoki. Vidmo złovrogiego kontraktu visiało nad załogą jak miecze Demoklesa, Zaviszy Czarnego i Luke Skywalkera razem vziętych. Vszyscy czuli, że kontrakt, navet jeśli jakimś cudem dojdzie do fazy realizacji, odbierze załodze błogi spokój, panujący v firmie od lat pięćdziesięciu. Pięćdziesięciu dvóch dokładnie. Jednak szczebel państvovy nalegał, a prośbom szczebla się nie odmavia. Poprzedni menedżment przekonał się o tym na vłasnym stołku. Zbliżała się dvunasta. Sekretarka kusząco rozvarła drzvi sali obrad, ukazując ascetycznie zastavione stoły. Z termosóv parovała kava sypana pobudzająca ciało i umysł oraz herbata assam, róvnież o jakimśtam działaniu na organizm ludzki (niektórzy móvili navet, że antynovotvorovych, ale być może byli oni sponsorovani przez lobby kavove). Jako przekąska vystąpiły v szklankach, jak zvykle, paluszki. Poprzednia narada źle zakończyła się dla zaopatrzeniovca Mietka, gdyż za nieodpoviednie paluszki dostał burę od obu menedżmentóv. Teraz vięc, nauczony dośviadczeniem, Mietek zakupił paluszki vszelkiego rodzaju - z makiem, sezamem, z solą, z niczym, a także vielkie paluchy vłoskie z kminkiem. Cebulovych v Biedronce znovu nie było. Jak vymagała tego etykieta biurova, menedżment spóźniał się na obrady, ale nigdy vięcej niż 10 minut. Całe to zajmovanie miejsc i kurtuazyjne uvagi były irytujące, vięc przeczekivał je v zaciszu svojego gabinetu. Punktualnie o 12.10, menedżment otvorzył drzvi i vszedł przykładnie spóźniony do sali obrad. Jednak sala była pusta. Sztuczny uśmiech znikł z tvarzy menedżmentóv. Vyższy menedżment vykręcił numer sekretariatu i nie ukrył svojego niezadovolenia. Jeden telefon vystarczył, aby sala v przeciągu chvili zaroiła się od, vprost nie mogących się doczekać spotkania, kompetentnych kierovnikóv. - Szanovni Państvo - nie podnosząc głosu oraz się z krzesła, rozpoczął najvyższy - dość czasu niepotrzebnie już straciliśmy, vięc bez zbędnych vstępóv proszę o merytoryczną dyskusję. Vtedy zadzvonił telefon menedżmentu. - Kto, do cholery..... - zaczął i vydobył telefon z czeluści kieszeni. Ale nie skończył. Jego tvarz przeszła metamorfozę od postavionych ze złości vąsikóv - do położonych v pokorze uszu. Zbladł i slużalczo poviedzial do słuchavki: - Tak jest, panie ministrze? Kłaniam się, czym mogę służyć? Załoga spojrzała się po sobie z niesmakiem, ale też ze zrozumieniem. Każde z nich podobną metamorfozę przechodziło pod drzviami menedżmentu, szczególnie gdy ten nie ukryvał od rana levonożnego nastroju. Menedżment przytakivał bez słóv dłuższą chvilę, a przebieg rozmovy można było bez trudu odczytać z movy jego ciała, a dokładniej z movy żył na skroniach i szyi. Koniec rozmovy przypieczętovał głęboki ukłon menedżmentu złożony v stronę kadrovej, ale z pevnością nie dla niej przeznaczony. Tak kłaniać można się tylko ministerialnym zvierzchnikom, szkoda, że tego nie vidzieli. Blady menedżment nic nikomu nie vyjaśniając (śvięte pravo menedżmentu), opuścił salę obrad i słychac tylko było trzaśnięcie drzvi od toalety, śviadczące o tym, że menedżment jest tylko człoviekiem. Załoga trvała na svoich miejscach. Bo nie viedziała, co zrobić....
|
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Poczytaj mi internecie
|