Bez cenzury Bez namysłu Bez sensu
Blog > Komentarze do wpisu
Strange brew - czyli jak piłam piwo, którego nie nawarzyłam

 

Intuicjo, gdzie byłaś, gdy przekraczałam progi tego przybytku? Zakład kosmetyczny "Brzydkie kaczątko" wyglądał przeciętnie i z zewnątrz, i w środku. Dlaczego postanowiłam wyregulować sobie brwi właśnie tam? Trudno powiedzieć. A raczej - szkoda gadać. 

Pani kosmetyczka siedziała przy stoliku, czytała fachową prasę plotkarską i wcale nie wyglądała jak piękny łabędź. 

- Taaaak? - spytała, nie odrywając wzroku od gazety.

- Chciałam wyregulować brwi - zagrałam w otwarte karty, omiatając wzrokiem rząd dyplomów na ścianie, gdyż była to kosmetyczka dyplomowana.

- Proszzzzz...... - wskazała fotel, co wywołało przykre skojarzenia z dentystą i pierwsze wątpliwości. Ale posłusznie siadłam. Pani usiadła także, na stołeczku obok i skierowała na mnie lampę nawiązującą dizajnem do tradycji esbeckich.

Białe światło oślepiło mnie dokumentnie i jedyne co teraz widziałam to czerwone kropki na białym, lub na czarnym tle - w zależności czy oczy miałam otwarte, czy zamknięte. Częściej na czarnym. 

Pogrążona w nakrapianej ciemności, poczułam przyjemny dotyk chłodno-mokrego wacika na moich brwiach. Swoją drogą jaka to śmieszna rzecz takie kępki sierści na czole. Ale widocznie ewolucja wciąż widzi ich sens, skoro są. Ewolucja nie widzi jednak sensu w ich regulacji, skoro musi to za ewolucję robić pani "brzydkie kaczątko".

Uważna obdukcja materiału wejściowego odbywała się centymetr od mojej twarzy i czułam ciepły oddech pani tak blisko, jakby miała mnie za chwilę pocałować, a na to nie byłam gotowa - w końcu nie zamieniłyśmy ze sobą prawie ani słowa.

I nagle: ciach! Utratę pierwszego włoska poczułam w zakończeniach nerwowych w zaskakujących zakamarkach ciała. I ciach! I ciach! Pewna ręka! Gdy skończyła prawą brew, po policzku płynęły mi łzy i nic nie widziałam w lusterku, które mi podała dla oceny efektu.

Znowu kojący wacik i ciach z lewej. 

Wtedy zadźwięczały wietrzne dzwonki w drzwiach. Wraz z zimnym powietrzem, do zakładu wpadł ktoś, kto do pani zwracał się per "dziwko" i żądał oddania kluczy. Oddech na mojej twarzy przyśpieszył i tak oto stałam się świadkiem sprzeczki kochanków. Trochę wbrew sobie, nomen omen.

- Klucze, jeszcze czego - wysyczała wciąż zgarbiona nad moim okiem. - Wreszcie się od ciebie uwolniłam łachudro - ciach! - mimo wzburzenia nie przerwała zabiegu. Profesjonalnie.

- Kłamałeś - ciach! - Zdradzałeś - ciach! ciach! - To teraz śpij na dworcu - ciach! - jak na moją ocenę sytuacji wyrwała mi już dużo więcej włosków, niż z prawej brwi i trochę się obawiałam, czy pogrążona w zapalczywości i rozpraszana przez ex-narzeczonego, nie wydepiluje mnie do cna. Tymczasem on z "dziwki" przeszedł na "kochanie". 

- Widzi pani? - parsknęła do mnie. - Na litość mnie bierze, myśli, że znowu się nabiorę!

Miałam tylko nadzieję, że kobieta kontroluje sytuację nad moim lewym oczodołem i za swoimi plecami - niespodziewany gest pana narzeczonego i mogłam zostać bez oka.

- Pani mnie poprze, pani powie jej, że mężczyzna czasem musi się napić, szturchnąć, zakląć, ale to wszystko z miłości! - Teraz już oboje zwracali się do mnie. - No powie pani Marioli coś, bo się wścieknę! 

- Yyyy..... - powiedziałam Marioli.

- Jak ja go kochałam - "dziwka, kochanie" Mariola nieoczekiwanie zwierzyła mi się coraz bardziej drżącym głosem. - Pani sobie nie wyobraża jak ja go kochałam! - oparła dłoń z pęsetą na moim czole.

Chrząknęłam. Ich dialog przepływał przeze mnie jak przez katalizator. Wyznawali sobie miłość, wyliczali wszystkie krzywdy i wylewali żale - i wszystko to nie wprost, a raczej - wprost do mnie. Na szczęście Mariola przestała mi szarpać brew i lekko zwiększyła dystans między jej nosem, a moim. Białe światło zgasło, uznałam więc zabieg za ukończony. Ostrożnie otworzyłam oczy i zobaczyłam przez gąszcz czerwonych kropek Mariolę, łkającą na stołku i klęczącego nieopodal gacha.

Po-wo-lu-tku zdjęłam zza kołnierza serwetkę i wstałam z fotela. Oni, zajęci każde własnym nieszczęściem, nie zwracali uwagi ani na mnie, ani nawet na siebie nawzajem. Na palcach dotarłam do drzwi, po drodze zostawiając na ladzie należność za zabieg i napiwek za spektakl, brwi wciąż mając wysoko wzniesione ze zdumienia.

wtorek, 06 marca 2012, troczka

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: żona Wojtka, azf236.internetdsl.tpnet.pl
2012/03/08 16:06:59
Szczęścia.
-
Gość: żona Daniela, azf236.internetdsl.tpnet.pl
2012/03/08 16:07:50
Zdrowia.
-
Gość: żona Tomka, azf236.internetdsl.tpnet.pl
2012/03/08 16:10:36
Miłości.
-
Gość: żona Asafa, azf236.internetdsl.tpnet.pl
2012/03/08 16:13:55
All the Best.
-
Gość: dziewczyna Krzyśka, azf236.internetdsl.tpnet.pl
2012/03/08 16:15:00
Tysiąca Gwiazd.
-
Gość: mąż Agnieszki, azf236.internetdsl.tpnet.pl
2012/03/08 16:15:51
Amoris vulnus idem sanat, qui facit.